Dawid Sałaciak

dodane 02.10.2012 12:20

Do Brennej, Wisły i Warszowic

W sobotę 29 września wyjechaliśmy na całodniową wycieczkę ministrancką zorganizowaną przez księdza wikarego Pawła.

Ministranci z Chełma Śląskiego. Około 7:30 wyruszyliśmy z parkingu przy probostwie do Brennej. Jechaliśmy tam dosyć długo. Droga minęła nam szybko ponieważ mieliśmy czas na wspomnienia o wakacjach, które szybko nam minęły.

Najpierw poszliśmy do kościoła pod wezwaniem św. Jana Sarkandra, w którym posługują Ojcowie Franciszkanie. Akurat zdążyliśmy na końcówkę nabożeństwa. Następnie odmówiliśmy wraz z księdzem jedną dziesiątkę różańca po czym dostaliśmy ładne obrazki. Później franciszkanin z tamtejszej parafii opowiedział nam ciekawą historię o tym miejscu. Następnym naszym celem był ,,dom chleba". Opowiedzieli nam tam o tym jak się kiedyś żyło, uprawiało rolę i jak piekło chleb. Po tym wykładzie zeszliśmy po schodach w dół, aby zrobić własny chleb. Następnie weszliśmy do stodoły i oglądaliśmy różne maszyny do uprawy roli. Było bardzo ciekawie.

  Po zwiedzaniu pojechaliśmy do Wisły na skocznię imienia Adama Małysza w Malince. Trafiliśmy na odbywające się tam zawody. Młodsi ministranci zbiegli w dół, aby przybić ,,piątkę” ze skoczkami, którzy właśnie schodzili. Po zawodach wyjechaliśmy na rynek Wisły, gdzie ksiądz Paweł zaprosił nas na lody. Po ich zjedzeniu poszliśmy na strzelnicę oraz na bangy. Wszystkim bardzo się podobało, ale najlepsze było jeszcze przed nami. Po ok. 30 minutach dojechaliśmy na gokarty. Wszyscy świetnie się bawiliśmy, a humory nam wciąż dopisywały. Każdy z nas jechał po dwa razy. Po zabawie zostaliśmy zaproszeni przez naszego księdza wikarego na obiad. I tak po całym dniu zabawy dotarliśmy do domu. Moim zdaniem było bardzo miło, i w imieniu wszystkich ministrantów biorących udział w wycieczce chciałbym bardzo serdecznie podziękować księdzu opiekunowi za miło spędzony czas.

 

« 1 »
oceń artykuł

Dawid Sałaciak

dodane 02.10.2012 12:20

Do Brennej, Wisły i Warszowic

W sobotę 29 września wyjechaliśmy na całodniową wycieczkę ministrancką zorganizowaną przez księdza wikarego Pawła.

Ministranci z Chełma Śląskiego. Około 7:30 wyruszyliśmy z parkingu przy probostwie do Brennej. Jechaliśmy tam dosyć długo. Droga minęła nam szybko ponieważ mieliśmy czas na wspomnienia o wakacjach, które szybko nam minęły.

Najpierw poszliśmy do kościoła pod wezwaniem św. Jana Sarkandra, w którym posługują Ojcowie Franciszkanie. Akurat zdążyliśmy na końcówkę nabożeństwa. Następnie odmówiliśmy wraz z księdzem jedną dziesiątkę różańca po czym dostaliśmy ładne obrazki. Później franciszkanin z tamtejszej parafii opowiedział nam ciekawą historię o tym miejscu. Następnym naszym celem był ,,dom chleba". Opowiedzieli nam tam o tym jak się kiedyś żyło, uprawiało rolę i jak piekło chleb. Po tym wykładzie zeszliśmy po schodach w dół, aby zrobić własny chleb. Następnie weszliśmy do stodoły i oglądaliśmy różne maszyny do uprawy roli. Było bardzo ciekawie.

  Po zwiedzaniu pojechaliśmy do Wisły na skocznię imienia Adama Małysza w Malince. Trafiliśmy na odbywające się tam zawody. Młodsi ministranci zbiegli w dół, aby przybić ,,piątkę” ze skoczkami, którzy właśnie schodzili. Po zawodach wyjechaliśmy na rynek Wisły, gdzie ksiądz Paweł zaprosił nas na lody. Po ich zjedzeniu poszliśmy na strzelnicę oraz na bangy. Wszystkim bardzo się podobało, ale najlepsze było jeszcze przed nami. Po ok. 30 minutach dojechaliśmy na gokarty. Wszyscy świetnie się bawiliśmy, a humory nam wciąż dopisywały. Każdy z nas jechał po dwa razy. Po zabawie zostaliśmy zaproszeni przez naszego księdza wikarego na obiad. I tak po całym dniu zabawy dotarliśmy do domu. Moim zdaniem było bardzo miło, i w imieniu wszystkich ministrantów biorących udział w wycieczce chciałbym bardzo serdecznie podziękować księdzu opiekunowi za miło spędzony czas.

 

« 1 »
oceń artykuł

W Małym Gościu

Najnowszy numer MGN 01/2018:

Najdroższy prezent nie ma żadnej wartości, jeśli nie jest darowany z miłości. Mała dziewczynka wróciła do domu od sąsiadki, której niedawno zmarła ośmioletnia córeczka. – Po co tam byłaś? – zapytał tata. – Żeby pocieszyć tę panią. – Jesteś przecież mała, jak mogłaś ją pocieszyć? – Usiadłam jej na kolanach i płakałam razem z nią.