nasze media Najnowszy numer MGN 01/2018

Ks. Tomasz Jaklewicz, Marcin Jakimowicz

|

MGN 06/2012

dodane 21.09.2012 10:37

Szczęśliwa siódemka

Lepszym, pełniejszym, piękniejszym, bogatszym, bardziej odpornym na zło, na pokusy. Po prostu szczęśliwszym, staje się człowiek, poddany Duchowi Świętemu staje się

Największym DAREM jest oczywiście sam Duch Święty. Podczas bierzmowania biskup mówi: „Przyjmij znamię DARU (a nie darów!) Ducha Świętego”. Te słowa wskazują, że otrzymujemy w tym sakramencie Kogoś, a nie coś.

Duch Święty to Bóg działający w człowieku. Jeśli pozwolimy Duchowi Bożemu, by nami kierował, jeśli poddamy nasze życie Jego mocy i miłości, Jego natchnieniom, to zobaczymy bardzo konkretne owoce. Pojawią się w nas talenty do czynienia dobra. Nasze naturalne zdolności zostaną wzmocnione tak, aby były na chwałę Boga, abyśmy nimi służyli innym.

Te Boże talenty nazywamy „darami Ducha Świętego”. To nie podarunki przeliczalne na pieniądze. Telewizja niekoniecznie przyjedzie robić o nas program, ale te zdolności są bardzo realne. Człowiek poddany Duchowi Świętemu staje się lepszym, pełniejszym, piękniejszym człowiekiem. Jest bogatszy duchowo, bardziej odporny na zło, na pokusy. Po prostu szczęśliwszy.

Kościół wylicza tradycyjnie siedem duchowych „talentów” powołując się na proroctwo zapisane w Księdze Proroka Izajasza. Pamiętajmy jednak, że działanie Ducha Świętego nie ogranicza się do siódemki. Duch Święty może o wiele więcej, bo jest ogniem, wiatrem, nieprzewidywalnym, szalonym Przyjacielem pełnym pomysłów.

Te siedem darów to Jego pakiet podstawowy.

  Jakub Szymczuk/GN

1. Dar mądrości
Nikt nie chce być głupim, to jasne. Ale mądrości nie daje ani sama wiedza, ani książki czy szkoła. Mądrość prawdziwą daje tylko sam Bóg.
Człowiek mądry to ten, kto w życiu liczy się z Bogiem. Zanim coś zdecyduje, zapyta siebie: „Co zrobiłby Jezus na moim miejscu?”. I mądrość Boża daje mu właściwą odpowiedź.

Do Grzegorza znanego w warszawskim środowisku jako „Dziki” podszedł sympatyk ruchu Hare Kriszna. Zaczęli gadać.
– Wokół stali kumple i przysłuchiwali się naszej rozmowie – wspomina Dziki. – Nagle ten chłopak rzucił: „No dobrze, nawróciłeś się, ale dlaczego w Kościele katolickim?” „Dlatego, bo akurat w nim spotkałem żywego Boga” – odpowiedziałem. „Modlisz się?” – zapytał tamten a ja patrzę... wszyscy z zainteresowaniem nas słuchają. Pomyślałem: „Nie mogę się przyznać, nie mogę przecież stracić twarzy”. Jednak się przemogłem i przyznałem: „Tak, modlę się”.
Mój lęk był zupełnie nielogiczny. Wydawało mi się, że wszyscy zaraz na mnie naskoczą i zaczną mnie kopać. Powiedziałem: „Słuchaj, ty jesteś takim wielkim wegetarianinem, bronisz zwierzęcego życia, powiedz mi, co jest dla ciebie ważniejsze: życie zwierząt czy życie dzieci nienarodzonych?”. On zastanowił się i powiedział: „Życie dzieci nienarodzonych”. Ja na to: „To powiedz, co zrobiłeś, by uratować choćby jedno nienarodzone dziecko?”. „A co ja mogę robić?” – zapytał. „Widzisz – powiedziałem mu – ja za takie dziecko modlę się przez dziewięć miesięcy...”. Ktoś z boku rzucił: „A potem i tak je zabijają!”. „Nie! Potem to dziecko się rodzi”. I nagle zapadła cisza. Ci kolesie nie mieli nic do powiedzenia…

 

  Henryk Przondziono/GN 2. Dar rozumu
Niby wszyscy mamy rozum. Choć, przyznajmy, czasem trudno w to uwierzyć. Przy czym nie chodzi o rozum sprawdzany przez test na inteligencję. Niektórzy złoczyńcy są piekielnie inteligentni.
Duch Święty „chrzci” naszą wrodzoną rozumność, żeby służyła ona dobrym celom. On pomaga rozumieć rzeczy najważniejsze: miłość, dobro i zło, łaskę, Boga, śmierć. A ostatecznie, czym jest ludzkie życie, dokąd zmierza, jaki jest jego cel.

Znakomicie się zapowiadał. Był szkolnym geniuszem. Miał zaledwie 20 lat a już przygotowywał… doktorat z chemii i fizyki atomowej! Młodziutki Francuz Jacques Verlinde odrzucił wyniesione z dzieciństwa prawdy wiary. Zapomniał o Jezusie. Zaczął szukać prawdy w religiach Wschodu. Wpadł po uszy w medytację. Stał się uczniem pewnego wschodniego guru i wyjechał za nim aż w Himalaje. Po uszy wszedł w praktyki nazywane jogą. Medytował 24 godziny na dobę.
Gdy Jacques Verlinde medytował wysoko, w niedostępnych dla zwykłych śmiertelników klasztorach, podeszła do niego nieznajoma chrześcijanka i rzuciła: „A kim dla ciebie jest Jezus Chrystus?”. To zdanie stało się dla niego trzęsieniem ziemi.
– Niespodziewanie wszedłem na drogę, na której znajdował się Jezus – wyznaje dzisiaj. – Ukazał mi się, mówiąc: „Jak długo jeszcze każesz mi czekać?”. Przypomniał mi o swej ogromnej miłości. To nie ja znalazłem Boga, to On sam do mnie przyszedł.

 

  Henryk Przondziono/GN

3. Dar rady
Czasem nie wiemy, jak się zachować, co powiedzieć, co zdecydować. Nie wiemy, który wybór będzie dobry, a który zły, który najlepszy. Życie bywa bardzo skomplikowane.
Dar rady przychodzi jako pomoc w takich wątpliwościach. Pomaga odnaleźć właściwą drogę, daje pokój.

Siedziałem na pniu i kombinowałem: – Kurczę, jak długo mam prowadzić jeszcze tę wspólnotę? Co to, nie ma już innych ludzi? Jestem już za stary. A poza tym mam mnóstwo rzeczy na głowie. Po co to jeszcze dalej ciągnąc? Nie lepiej od razu się wycofać?
W końcu po wielominutowej walce dałem za wygraną. Zamiast wymyślać powody, dlaczego miałbym zrezygnować z przychodzenia na spotkania modlitewne, zapytam o zdanie Pana Boga – postanowiłem. Wyciągnąłem z plecaka Pismo Święte, poprosiłem Ducha Świętego o słowo i otwarłem Biblię na chybił-trafił.
„Nie szukaj wymówek, gdy masz spełnić swój obowiązek” – przeczytałem w księdze Mądrości Syracha. Zatkało mnie. Nie miałem więcej pytań ani żadnych wątpliwości. Pan Bóg jak na dłoni pokazał mi, że szukałem usprawiedliwienia dla swojego lenistwa.

 

  Henryk Przondziono/GN

4. Dar męstwa
To normalne, że czasem boimy się. Ze strachu człowiek jest jak sparaliżowany. Nic nie robi, gdy trzeba działać. Albo milczy, gdy trzeba coś powiedzieć. Męstwo sprawia, że człowiek jest silniejszy od swoich lęków. Nie przejmuje się tak bardzo sobą, w stylu „co powiedzą inni, co się ze mną stanie, czy dam radę”, ale robi to, co powinien.

– Przed rokiem byłem w Orisie – wspomina o. Konrad Keler, wicegenerał misjonarzy werbistów. – Widziałem krwawe żniwo prześladowań. Proszę mi wierzyć, byłem zaskoczony i niemal zawstydzony męstwem, odwagą i świadectwem wiary tych ludzi. Kuszono ich, obiecywano: „Jeśli wrócisz do hinduizmu, damy ci to, czy tamto”. Niewielu się łamało. Zdecydowana większość pozostała wierna Jezusowi. Gdy prześladowania ustały tym, co zaskoczyło najbardziej hinduistów było to, że ci prości prześladowani ludzie przebaczali. Wbrew logice tego świata!
– Spotkałem kobietę – opowiada dalej ojciec Konrad. – Zabito jej męża i brutalnie zgwałcono córkę, a ona powiedziała: wybaczam im w imię Jezusa Chrystusa. Mój współbrat, który cudem ocalał, gdy hinduiści podpalili mu plebanię, nadal jeździ do tych miasteczek i wsi i naucza: „Nienawiść nie może być zniesiona nienawiścią”. To zdumiewa fundamentalistów. – Skoro sam rząd stanął po stronie prześladowanych – kombinowali – to teraz oni, w odwecie zaczną palić nasze domy. A tu... cisza, żadnego odwetu. Przebaczenie ich rozbroiło.

 

  Jakub Szymczuk/GN

5. Dar umiejętności
Ten dar pozwala człowiekowi widzieć, że Pan Bóg działa w naszym życiu. Czyli patrząc na świat, jego piękno i ład, widzę, że to Jego dzieło. Widzę też, że Bóg działa w historii mojego życia. Widzę Jego miłość.
Rozumiem, że wszystko, co dobre, prawdziwe i piękne pochodzi od Niego.

– W czasie koncertów jestem otwarta na to, co przychodzi mi do głowy z zewnątrz – opowiada znana piosenkarka Antonina Krzysztoń. – Nagle zmieniam program, śpiewam piosenki, których nie wykonywałam od lat.
Kiedyś na przykład wchodziłam na scenę teatru i nagle miałam taki jakby strumień światła. Uświadomiłam sobie, że ci ludzie w tym zestawieniu już nigdy więcej nie przyjdą, że widzę ich pierwszy i ostatni raz. I w tym momencie skończyły się moje koncerty, a zaczęły się spotkania z ludźmi. Widzę, że wszystko jest zanurzone w Bogu. Czy ja stworzyłam swój głos? Swoją wrażliwość? Zdolność pisania i łapania melodii?
Myślę, że Pan Bóg każdego zaprasza do ogrodu. Od ciebie zależy, jaki zrobisz bukiet, ale przecież to On daje wzrost kwiatom!

 

  Józef Wolny/GN

6. Dar bojaźni Pańskiej
Boga nie trzeba się bać. On łagodny i „nieśmiały”. Ale czasem ludzie właśnie dlatego, nie liczą się z Nim, nie mają do Boga szacunku. Tymczasem w życiu trzeba się bać tylko jednej jedynej rzeczy: zagubienia Boga.
Dar bojaźni Bożej uczy nas odpowiedzialnego podejścia do wiary, do modlitwy, do sakramentów. To w naszym życiu sprawy święte. Nie wolno ich traktować byle jak. 

– Byłem bardzo ciężko chory na raka trzustki – opowiada Kazimierz Orzechowski, ksiądz, który jest też aktorem. – Wylazłem jakoś z tego i żyję, ale wtedy bardzo cierpiałem. Otaczała mnie taka pustka, ciemność, zapaść. Przyszli znajomi aktorzy, klepali po ramieniu i mówili: „Módl się, trzymaj się Kaziu, Pan Bóg pomoże!”.
„Dajcie mi spokój! – krzyczałem wtedy. – Nic mi już nie pomoże! Mam dosyć!”. I ja, kapłan katolicki, czułem, że schodzę do piekła. Dosłownie: otwierają się przede mną bramy otchłani. „Jezus, Maria – pomyślałem spocony – gdybym miał teraz umrzeć, to chyba skazałbym się na piekło”. Bo to nie Pan Bóg cię skarze, ale sam wybierasz!
Leżałem i czułem, że dotykam piekła. I resztką sił uchwyciłem się kurczowo Bożego Miłosierdzia i krzyknąłem: „Jezu, ratuj!”. I poczułem, jak chwyta mnie Jego ręka. Natychmiast! I dziś wiem, że gdybym był w największym piekle życia, wystarczy krzyknąć: „Ratuj!” i On mnie natychmiast wyciągnie. Natychmiast!

 

7. Dar pobożności
Ten talent pomaga widzieć w Bogu kochającego Ojca. Dzięki darowi pobożności nasza modlitwa nie staje się rutyną, obowiązkiem, nudą. W kościele dostrzegamy nie tylko księdza, ludzi, ołtarz, świecie itd., ale widzimy, że za tym wszystkim jest żywy Bóg, którego serce płonie miłością do nas.
Ten dar pozwala nam wzrastać w miłości do Boga, pomaga modlić się także wtedy, gdy nam się nie chce.

Przychodzi baba do nieba. – Przepraszam, a pani dokąd? – pyta św. Piotr
– Do nieba – pada odpowiedź.
– Zaraz, zaraz, to nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały teścik.
– No dobrze – odpowiada kobieta już mniej pewnie.
– By wejść do nieba trzeba uzbierać cztery tysiące punktów. Proszę opowiedzieć coś o swym życiu.
– Często odmawiałam różaniec.
– No dobrze, pół punktu...
– Ile????
– Pół punktu, dobrze pani słyszy!
– Czytałam Małego Gościa Niedzielnego i wchodziłam często na malygosc.pl!
– Dwa punkty...
– Chodziłam w tygodniu na Msze...
– Jeden punkt.
Po godzinnej walce wycieńczona baba zgromadziła dwadzieścia pięć punktów.
– No cóż, przykro mi, nie zmieściła się pani w limicie – oznajmia św. Piotr.
– Jezu ratuj!!! – woła zdesperowana kobieta.
– Brawo! Cztery tysiące punktów. Tędy proszę...

« 1 »
oceń artykuł

Reklama

Najaktywniejsi użytkownicy

  • 1
    zosiaficek
    ostatnia aktywność: 14.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 8
  • 2
    kotek22
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 4
  • 3
    wojas004
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 47
  • 4
    sebastiankoziol
    ostatnia aktywność: 15.12.2017
    łączna liczba komentarzy: 3
  • 5
    kamiś
    ostatnia aktywność: 08.11.2017
    łączna liczba komentarzy: 32